Edith Scott
II rok * Wydział Muzyczny — instrument (saksofon) * Koło muzyczne, Koło literackie * Dorabia grając w weekendy w jednej z kafejek w Atlancie
Tata wymyślił jej imię, bo uwielbiał Edith Piaf. Tę miłość zresztą później zaszczepił w córce, lecz jej wykształcenie muzyczne nie poszło w kierunku śpiewu — akurat w tej kwestii słoń jej na ucho nadepnął. Na szczęście pewnego lipcowego popołudnia leciała jazzowa audycja w radiu, wystarczyło kilka pierwszych taktów "Baker Street" i Edith już wiedziała, że to TEN instrument zajmie pierwsze miejsce w jej późniejszej edukacji.
Po latach spędzonych w rozmaitych szkołach muzycznych, wreszcie dostała się na studia. Ogrom kampusu nadal odrobinę ją przeraża, ale stara się korzystać z tych ostatnich lat wolności jak tylko może. Bo, szczerze mówiąc, Edith nie ma pojęcia, co później. Grywanie w barach? Teraz to dobry sposób na dorobienie, ale żeby z tego wyżyć... I tak machnie na to ręką, mówiąc "Będę się martwiła potem!".
Trochę lekkomyślna, trochę rozkojarzona, a jednocześnie bardzo dojrzała. Nie jest nudziarą, raczej typem człowieka, który po usłyszeniu głupiego pomysłu każe ci się zastanowić i uprzedzi, że nie zamierza brać w tym udziału. Podobno no risk, no fun, ale przecież można bawić się inaczej, niż włażąc do jeziora po pijaku... Jej zdystansowanie może z początku odstraszać, ale wystarczy przebrnąć przez pierwsze wrażenie i przekonać się, że to naprawdę wartościowa dziewczyna.
Oj, jak mi się marzył zwyczajny college! I oby było nas coraz więcej. :)
Mam małe problemy z łączem, więc odpowiadać będę albo wieczorami, albo dopiero w poniedziałek, postaram się być tak często, jak mogę. Niemniej, kartę bardzo chciałam już dodać. :D